Wojciech Orliński

CKnD (ZT) na ADHD

Jestem ojcem dwóch rozbrykanych chłopców (i jednego jeszcze za małego na bycie rozbrykanym, ale i ten ma zadatki). Jeśli chodzi o wykryty przez amerykańskich psychologów zespół nadpobudliwości i braku koncentracji, czyli ADHD, u dzieci, to myślę, że mógłbym o nim napisać ogromną monografię (gdybym tylko mógł się skoncentrować). Istotnie, jest to niezwykłe zjawisko i często trudne do zrozumienia dla kogoś, kto się z nim nie styka.

A jednak, gdyby ktoś mi dal do ręki pigułki do zamieniania dzieci w potulnych kujonów, wrzuciłbym je od razu do sedesu. Dlaczego? Bo uważam, że środki psychotropowe należy podawać tylko naprawdę bardzo ciężko chorym, wobec których wszystkie inne metody zawodzą. To samo zresztą myślę o środkach przeciwdepresyjnych, uspokajających, pobudzających itd. Amerykanie - najwięksi konsumenci takich chemikaliów na świecie - najwyraźniej myślą inaczej. Pisze o tym Maria Kruczkowska w artykule "Dzieciństwo na prochach".

Po raz pierwszy z nazwą ritalin zetknąłem się w moim ulubionym amerykańskim miesięczniku "Mad". Zamieścił on komiksową historyjkę o trzech matkach omawiających psychotropy, jakimi szprycują swoje dzieci. Po wymienieniu całej listy chemikaliów dwie matki zauważają, że pociecha tej trzeciej jest wyjątkowo grzeczna, jakby brała jakieś supersilne środki, i pytają, co ona stosuje. "CKnD (ZT)"- wyjaśnia trzecia matka. "CKnD (ZT)? Co to jest? Jak to działa? Gdzie to można dostać?" emocjonują się jej rozmówczynie. "Czytanie Książek na Dobranoc (Zamiast Telewizji)" - brzmi odpowiedź.

Czytanie Książek na Dobranoc działa na dzieci (i na dorosłych) jak najsilniejszy narkotyk, ale jest czasochłonne. Amerykanie nie mają na to czasu. Na nic zresztą nie mają czasu. Wolą dać dziecku ritalin - pigułkę na grzeczność - niż marnować czas na jego wychowywanie. Wolą zażyć viagrę, niż tracić czas na grę wstępną. Dochodzą do (słusznego) wniosku, że takie życie nie ma żadnego sensu, i zażywają prozac, pigułkę przeciwdepresyjną. Co im zajmuje tak wiele czasu? Oczywiście, zarabianie na te pigułki.

 

tekst: Wojciech Orliński dla Gazety Wyborczej