Dobry i zły gliniarz

W filmach kryminalnych zwykle wygląda to tak: w pokoju przesłuchań na niewygodnym stołku siedzi czekający na przesłuchanie podejrzany. Wchodzi policjant. Jest arogancki i agresywny. Napastliwie zadaje pytania, obraża, poniża i krzyczy.

Odwraca sens tego, co mówi przesłuchiwany. Żadne tłumaczenia nie są przyjmowane. Zdarza się, że policjant posuwa się do ostatecznych granic. Udaje wariata sadystę. Straszy przesłuchiwanego bronią, nożem, wywiesza go za okno, przygważdża krzesłem na podłodze... Wszyscy znamy te filmy. Przesłuchiwany jest na granicy histerii. Płacze i wrzeszczy.   

I wtedy staje się cud...

...zły policjant nagle zatrzymuje się. Ale nie sam. Zatrzymuje go interweniujący „dobry policjant”, który pojawia się dosłownie nie wiadomo skąd. Wybawca. Ten jest całkiem inny. Wyrzuca złego glinę precz albo go powstrzymuje. Przesłuchiwanemu okazuje troskę: "ale pana urządził, kompletny wariat...; coś niesamowitego jakich tu ludzi ostatnio przyjęli; nic panu nie zrobił?, papierosa? dali chociaż panu coś do jedzenia? jakiejś kawy się napić? a na mojego kolegę to niech pan nie zwraca uwagi, ja wiem, że to wariat…" Dobry gliniarz jest opiekuńczy, serdeczny i ludzki. W duszę przesłuchiwanego wlewają się teraz otucha i wdzięczność. Nareszcie spotkał kogoś normalnego. Przesłuchiwany mówi „dobremu” wszystko, co miał ukryć. Bo mu ufa. Przy dobrze poprowadzonej procedurze „dobrego i złego” wystarczy jeden papieros, by przesłuchiwany wyjawił najskrytsze tajemnice.  

Bywa to nieco subtelniejsze. Dobry glina może na przykład od początku prowadzić całą rozmowę, podczas gdy ten zły jest tylko obecny w pokoju i siedzi poza polem widzenia przesłuchiwanego albo na jego granicy i widziany jest tylko kątem oka. Jego rolą jest budowanie napięcia przez drobne, subtelne gesty. Wzdycha znacząco, stuka nerwowo długopisem o biurko, przygląda się ironicznie, w pewnych momentach parska śmiechem niby bez związku z prowadzoną tuż obok rozmową, albo w jakiejś chwili nagle zrywa się, z hukiem odsuwa krzesło i trzaska drzwiami, by za moment wrócić i jakby nigdy nic zasiąść w tym samym miejscu z obojętnym wyrazem twarzy. Może też w którymś momencie wtrącić się do rozmowy, na przykład rzucając w kierunku "dobrego gliny" porozumiewawczą, ironiczną uwagę o przesłuchiwanym, lub by wciągnąć kolegę w dyskusję na jakiś całkiem oderwany temat, podczas której przesłuchiwany wierci się i czeka. Ważne, by ten ostatni cały czas czuł jego obecność i by rozmawiając z dobrym gliną był pod presją tego, co robi ten zły. Chodzi o to, by sympatia do "dobrego" przeplatana była z odczuwaniem niepokoju.

A jeśli to nie jest film?

Reguła „dobrego i złego gliny” jest dobrze znana z filmów kryminalnych. Mało kto uświadamia sobie jednak, że często działa ona i w prywatnym życiu. W wersji policyjnej polega to na manipulacji uczuciami strachu i ulgi. Im bardziej boimy się tego pierwszego, tym bardziej ufamy drugiemu. Warto podkreślić, że ten „dobry gliniarz” nie robi w gruncie rzeczy niczego szczególnie dobrego. Daje taniego papierosa, pozwala usiąść, odzywa się zwyczajnie. Jest to całkowicie przeciętne zachowanie. Jednak w kontraście z tym, co przesłuchiwany przeżywał przed chwilą, wydaje się to traktowaniem po prostu królewskim. Ale tylko poprzez ten kontrast. W umyśle przesłuchiwanego nie ma jednak w takim momencie żadnej obiektywnej skali, do której można by się odwołać. Ma ją widz, który obserwuje tę scenę siedząc bezpiecznie w fotelu. Dla niego manipulacja jest doskonale widoczna. Przesłuchiwany, umieszczony pomiędzy dobrym i złym obiektem i bombardowany sprzecznymi danymi nie może zdystansować się jednak w ten sposób.

Zasada kontrastu

W codziennych międzyludzkich relacjach mechanizm ten działa, choć skontrastowane emocje niekoniecznie muszą być strachem i ulgą, tak jak to było w przykładzie z policyjnym przesłuchaniem. Równie dobrze mogą to być jakiekolwiek inne przeciwstawne emocje, na przykład sympatia i antypatia, radość i smutek, rozczarowanie i zadowolenie, duma z siebie i czucie się kimś bezwartościowym lub nawet wrażenie, że coś jest ładne, atrakcyjne i wiele warte, a coś innego brzydkie i bezwartościowe. Ważny jest kontrast, nie to, jakie coś jest rzeczywiście (lub jaki jest ktoś rzeczywiście).

Dobrym przykładem jest tu mechanizm sympatii do ludzi. Jest odkrytym i doświadczalnie zbadanym faktem, że jeśli rozmawiamy z dwiema osobami jednocześnie i jednej z nich nie lubimy, to mamy tendencję, aby tę drugą automatycznie nieco bardziej lubić, mimo, że w innych warunkach wydawałaby się nam obojętna. Zasada kontrastu rządzi zresztą wszystkimi wrażeniami, nie tylko emocjami. Lody wydają się nam o wiele zimniejsze, jeśli wcześniej napijemy się gorącej herbaty. Jeśli z mroźnego otoczenia wejdziemy do wanny z ciepłą woda, wydaje nam się ona bardzo gorąca. Po wyjściu z ciemnego pomieszczenia na światło mamy wrażenie większej jasności, niż w sytuacji, kiedy natężenie światła wzrastało stopniowo. Z emocjami jest podobnie. Coś może wydać nam się „bardzo jakieś” – na przykład bardzo wzruszające i podniosłe – niekoniecznie dlatego, że rzeczywiście takie jest, ale też dlatego, że chwilę wcześniej coś wydało nam się „bardzo jakieś inne” – na przykład zostaliśmy potraktowani w sposób zimy, obojętny i bezduszny.

Dwa w jednym

Po drugie: jako „dobry” i „zły” glina niekoniecznie występować muszą dwie różne osoby. Równie dobrze może to być ta sama osoba, która jednak zachowuje się z chwili na chwilę w zupełnie odmienny sposób, czym wzbudza w nas z chwili na chwilę zupełnie przeciwstawne emocje i jest przez to z chwili na chwilę zupełnie inaczej przez nas spostrzegana. Na przykład ktoś może wzbudzać w nas wielki strach, lub być odrzucający i oschły, a następnie zachowywać się w sposób neutralny, lub umiarkowanie sympatyczny. Jednak poprzez fakt, że poprzednio nas postraszył, może się nam zdawać, że sposób w jaki zachowuje się teraz nie jest neutralny, czy umiarkowanie sympatyczny, ale wyjątkowo opiekuńczy i przemiły. Czujemy ulgę po tym, co było poprzednio i zadowalamy się czymś całkiem zwykłym tak, jakby było nadzwyczajne.

Od lęku do przywiązania

Manipulacja napięciem wytworzyć może silne przywiązanie. W znanym eksperymencie manipulowano oceną atrakcyjności mężczyzn w oczach kobiet przez zmiany poziomu lęku. Pierwsza grupa pań miała zbliżać się do ocenianego mężczyzny dochodząc do niego po dość szerokim, betonowym pomoście. Po prostu szły przed siebie i widziały mężczyznę z odległości 20 metrów, później 15, 10,  końcu całkiem z bliska. Można więc powiedzieć, że w jakimś sensie coraz lepiej (bliżej) go poznawały. Kiedy mogły przyjrzeć mu się już dokładnie, były proszone o ocenę jego atrakcyjności w ankiecie. Panie z drugiej grupy oceniać miały tych samych facetów, jednak by do nich dotrzeć musiały przejść po chwiejącym się moście linowym, zawieszonym nad wykopem kilkumetrowej głębokości. Most bujał się, skrzypiał i sprawiał wrażenie, jakby za chwilę miał się zarwać. Zbliżając się czuły więc lęk, który mijał dokładnie w momencie, gdy widziały mężczyznę dokładnie. Jak się nietrudno domyśleć, panie z drugiej grupy oceniły tych samych panów zdecydowanie wyżej na wszelkich możliwych skalach. Wydawali się nie tylko przystojniejsi, inteligentniejsi i wyżsi, ale i lepiej wykształceni, odważniejsi, bogatsi a nawet bardziej uczciwi. W warunkach stałego związku rolę takiego generującego napięcie linowego mostu pełnić mogą działania samego partnera. Cykliczne odczuwanie przy nim strachu i ulgi może powodować, że będzie on oceniany dużo wyżej, podobnie jak mężczyźni z opisanego eksperymentu.

Jak to działa w życiu?

Jeśli na przykład twój partner krzyczy, wykonuje groźne gesty lub bije, a w następnej chwili jest grzeczny, miły, okazuje skruchę, płacze, mówi, że żałuje tego co zrobił i obiecuje poprawę, możesz spostrzegać go znacznie pozytywniej właśnie poprzez ten kontrast. Przy ostrej przemocy wystarczyć może nawet zaprzestanie krzyku, by kontrast sprawił, że ktoś, kto obiektywnie nie robi niczego dobrego (nie-krzyczenie nie jest przecież robieniem czegoś dobrego. Jest tylko brakiem krzyku w danym momencie, niczym więcej) był odbierany jako ktoś bardzo życzliwy.

Podobnie działa to w przypadku odbierania pewnych należnych w oczywisty sposób praw, które osoba je odbierająca w drugiej fazie manipulacji nazywa już przywilejami. Załóżmy, że macie wspólny samochód. W pewnym momencie twój partner oświadcza, że tobie nie wolno z niego korzystać, ponieważ źle prowadzisz. Tobie zależy na używaniu samochodu, ale nacisk partnera jest silny i ostatecznie godzisz się z tego zrezygnować. Jeśli po jakimś czasie on udostępni ci samochód raz w tygodniu, zasada kontrastu może spowodować, że pojawi się wrażenie iż coś uzyskałaś, mimo, że tak naprawdę straciłaś możliwość korzystania z samochodu sześć razy w tygodniu. Ponieważ spodziewałaś się, że nie będzie ci już wolno zupełnie z niego korzystać, zgoda na jazdę raz na tydzień będzie widziana jako przywilej i przejaw jego wspaniałomyślności.

W niektórych związkach jedno z partnerów ma tendencję do izolowania drugiego. Ograniczanie kontaktów ze znajomymi, czy członkami rodziny pochodzenia może mieć postać otwartego zakazu zewnętrznych kontaktów z "niewłaściwymi osobami", często jednak polega ono na różnych formach zniechęcaniu nie wprost. Nie ma tu miejsca, by dokładnie opisywać mechanizmy takiego zakamuflowanego oduczania, skupimy się jednak na samym wpływie tak uzyskanej izolacji na osobę, której kontakty z otoczeniem są ograniczane. Jeśli po miesiącach monotonii zamknięcia w domu nagle umożliwi się komuś wyjście do kina czy teatru, ktoś taki może mieć błędne wrażenie, że wiedzie ekscytujące i pełne przygód życie i może odczuwać wdzięczność do osoby, która tego rodzaju "sposobność" wytwarza. Tak więc mimo tego, że w rzeczywistości ktoś ogranicza nam kontakty z otoczeniem, może być spostrzegany jako zapewniający te kontakty i stwarzający do nich okazję. I to tylko poprzez sam ten fakt, że nie ogranicza nas w sposób stały, tylko przeplata okresy zakazów momentami częściowego przyzwolenia na normalne funkcjonowanie.

Mechanizm dobrego i złego gliny jest jednym z ważniejszych zjawisk zachodzących w związku przemocowym. Zrozumienie siły psychicznego przywiązania ofiary do sprawcy nie jest możliwe bez zrozumienia siły działania zasady kontrastu przeciwstawnych emocji.

 

tekst: Paweł Droździak dla portalu Republika Kobiet