Co to jest podwójne wiązanie?

Na początek sytuacja, z którą z pewnością każdy w życiu się spotkał. Załóżmy, że jedna z biurowych pracownic została nagle awansowana. Na awans liczyła jej koleżanka z biurka obok. Jest wściekła i rozczarowana, ale nie może pozwolić sobie na otwarte wyrażenie swoich uczuć. Podchodzi więc i gratuluje nowej szefowej.

Gratuluję skuteczności – mówi z przyklejonym do napiętej twarzy uśmiechem i podaje koleżance rękę wyciągając ją na odległość co najmniej półtora metra. Świeżo mianowana przełożona odpowiada więc podobnym gestem udając, że faktycznie otrzymała gratulacje i że jest za nie wdzięczna. Podwójność komunikatu jest tu oczywista. W warstwie tekstowej wyrażone zostały gratulacje. Jednak już na głębszym poziomie tekstu dopatrzeć się można wieloznaczności. Skuteczność..? Co to właściwie znaczy? Czy chodzi o tę skuteczność, która leży gdzieś obok efektywności i zaangażowania, czy może mowa o tej skuteczności, którą znaleźć można niedaleko bezwzględności i pięcia się w górę za wszelką cenę? Rozstrzygnąć tę wątpliwość możemy dzięki obserwacji komunikatu z bardziej podstawowego, emocjonalnego poziomu. Z mowy ciała wynika, że nasza bohaterka jest napięta i niezadowolona. Usta się uśmiechają, ale oczy już nie. Podaje rękę, ale reszty ciała nie przybliża. Ta ręka, wyprostowana, napięta i sztywna raczej oddziela obie kobiety od siebie, niż je łączy. Widzimy więc, że tak naprawdę nie gratulacje tu wyrażono, a sformułowano zarzut.

Kiedy kobieta mówi „nie”, to znaczy...

Weźmy inny przykład. Kobieta i mężczyzna siedzą przy barze w hotelu. Poznali się kilka godzin temu. Mężczyzna proponuje odwiedzenie pokoju na górze. Kobieta odmawia uśmiechając się. Nie ma mowy – mówi kręcąc głową i jednocześnie z uśmiechem poprawiając włosy. Kiedy on nalega, ona raz jeszcze odmawia, w tym samym czasie niedostrzegalnie przybliżając się do niego o kilka centymetrów. Gdyby zapisem ich rozmowy był sądowy stenogram, byłoby jasne, że sformułowano tu stanowcze „nie”. Zapis wideo zrobiony z dużej odległości pokazywałby jednak coś wręcz przeciwnego. Na co zareaguje mężczyzna? Oczywiście na przekaz wideo, podobnie jak awansowana kobieta z pierwszego przykładu. Będzie trochę udawał, że słyszy odmowę, ale w gruncie rzeczy będzie postępował jakby usłyszał zachętę.

Więcej niż słowa

W odbiorze podwójnych komunikatów jest to zresztą żelazną regułą – odbiorca reaguje na tę część przekazu, która pochodzi z poziomu bliższego emocjom. Ponieważ emocje odczuwamy fizycznie, będą one rozpoznawalne przez nasze fizyczne reakcje – ruchy, zmianę tonu głosu, dystansu, rytmu, barwy skóry i tempa. Takie elementy będą więc wywoływać więcej reakcji emocjonalnych, niż słowa, które wiążą się raczej z procesem myślenia.

Zaprzeczasz? Nie odczytasz!

W odczytywaniu podwójnych komunikatów istnieje też inna istotna reguła. Nie wszyscy ludzie odbierają tę podwójność równie sprawnie. Ruchem ciała przekazać możemy emocje. Niektórzy ludzie mają opór przed dopuszczaniem do świadomości pewnych uczuć. Ktoś nie lubi nazywać swojej złości złością. Woli myśleć, że to co czuje to na przykład zmęczenie. Ktoś inny niechętnie przyznawaje, że odczuwa podniecenie seksualne. Inna osoba twierdzi, że nie czuje zazdrości przenigdy. Jeśli ktoś taki odbiera podwójny komunikat, w którym zaprzeczono tym uczuciom, którym on sam także w sobie zaprzecza, osoba ta może mieć dużą trudność w rozszyfrowaniu tego co jest przekazywane. Dzieje się tak, bo emocjonalny przekaz wymaga od odbiorcy odzwierciedlenia. Jeśli ktoś się na nas złości, a my nie możemy zezłościć się na niego (bo chcemy wierzyć, że jesteśmy osobami łagodnymi) możemy mieć tendencję do udawania, że żadna złość się nie pojawiła. Jeśli więc ktoś przekazuje nam ukryty sygnał irytacji, a my z tą emocją mamy wewnętrzny problem, to zamiast sami odpowiedzieć irytacją możemy zacząć odczuwać niepokój i poczucie winy, bowiem w naszym systemie te właśnie emocje są związane z myślą o tym, że moglibyśmy na kogoś się złościć.

Sprzeczne komunikaty

Istotą podwójnego komunikatu jest niezgodność dwu sygnałów ze sobą. Nie musi to być zresztą niespójność między słowami i ruchem. Równie dobrze samo ciało może dawać dwa sprzeczne sygnały – na przykład możemy kogoś przytulać rękami, jednocześnie trzymając biodra jak najdalej od niego. Możemy też formułować wypowiedzi, których sens jest wewnętrznie sprzeczny. Wyobraźmy sobie, że para z poprzedniego przykładu poszła za tym, co mówił jej zapis wideo i wypracowała zwyczaj odwiedzania się co jakiś czas. Weźmy taką wymianę smsów:
on do niej: dziś o 21?
ona do niego: tak, ale nie wiem czy nie będe zmęczona

Tak, ale nie wiem..? Czyli on ma przyjechać czy nie? A jeśli przyjedzie i będzie siedział nie zdejmując butów?

Podwójne wiązanie, fragment gry międzyludzkiej nieco podobny do wymienionych już wcześniej przykładów. Od takich prostych sprzeczności w przekazie jest on jednak o wiele bardziej subtelny.

Goście, goście...

Powiedzmy, że pani Beata organizuje przyjęcie dla znajomych z pracy. Rzecz taką trudno zachować w tajemnicy, jednak nie wszystkich współpracowników widziałaby u siebie równie chętnie. Właściwie chodzi o panią Annę. Pani Beata nie chce jej na tym spotkaniu. Kłopot w tym, że pani Anna siedzi z nią dokładnie biurko w biurko, wie o spotkaniu i jak Beata wyczuwa, ma wielką ochotę się na nim pojawić. Co zrobi Beata? Wyobraźmy sobie na przykład taki dialog:

A: Słyszałam, że szykuje się imprezka?
B: O jeju, weź mi lepiej nic nie mów...
A: A co..?
B: No beznadzieja po prostu. Dziewczyny przylezą, będą ględzić. W ogóle nie mam ochoty.
A: Nie masz ochoty?
B: Kurcze wiesz co? Zupełnie. Uparły się że przyjdą zupełnie nie miałam jak odmówić. Masz szczęście, że sama nie musisz tego znosić.
A: Kiedy właśnie...
B: Co? No chyba nie chciałaś tam przyjść? Weź daj spokój. Zanudziłabyś się tak jak i ja się zanudzę. Beznadziejny wekend mi się szykuje. A ty co będziesz robić?
A: No właściwie nie wiem. Może rower?
B: Kurcze zazdroszczę ci! Ty to masz dobrze!
A: No, w sumie fakt.

Niebezpieczeństwo minęło. Szykuje się udana popijawa bez zagrożenia upierdliwą nielubianą koleżanką. W dodatku w dalszym ciągu można siedzieć biurko w biurko i wzajemne stosunki nie staną się bardziej napięte. Co się właściwie wydarzyło? Na pierwszy rzut oka sprawa jest prosta. Beata skłamała, a Anna się dała oszukać. Rzeczywistość jest jednak trochę inna. Ta manipulacja jest bardziej subtelna. Bo przecież w gruncie rzeczy Anna wie, że Beata kłamie. Wyczuwa to nie do końca świadomie, ale na tyle mocno, by mieć wrażenie jakiegoś niepokoju czy niedomknięcia rozmowy. Chce być na tym spotkaniu i wie, że Beata organizuje je dobrowolnie. Ale nie może tego wprost powiedzieć. Dostała sygnał, że nie jest mile widziana, ale sygnał ten jest na tyle dobrze ukryty w przekazie, że nie da się na niego sensownie zareagować. To co Anna dostała, to jakby kapsułka z piołunem opakowana w cukier. Piołun to rzeczywisty przekaz: nie chcemy cię widzieć wieczorem. Cukier, to komunikat zawarty w warstwie słownej: dbam o twoje dobre samopoczucie, więc nie obciążam cię tym, przez co sama muszę przechodzić. Gdzie jest ukryty ten gorzki przekaz? Bynajmniej nie w mowie ciała. Tekst także jest wewnętrznie spójny i całkiem logiczny. To co się tu nie zgadza, to szerszy kontekst. Cała sytuacja. Jej szersza wymowa stoi w sprzeczności z tym, co jest wypowiadane. Kłopot w tym, że w krótkiej wymianie zdań o sobotnim wieczorze bardzo trudno coś takiego zdemaskować. Dla Anny nie ma tu dobrej reakcji. Cokolwiek zrobi, przegrywa.

Rozumiem co czujesz

Strasznie mi przykro, że będę musiał państwa trochę rozczarować, ale niestety będziemy zmuszeni umieścić państwa w mniejszych pokojach, niż to było ustalone. Rozumiem, że to pewna niedogodność i sam jestem rozczarowany z tego powodu. Ale mam nadzieję, że mimo to hotel będzie państwu odpowiadał – zwraca się rezydent do grupy turystów.

To próba podwójnego wiązania. Rezydent sam nazywa to, co turyści mogą odczuwać. W ten sposób daje sygnał, że ich rozumie, co jest próbą wytworzenia w nich poczucia zobowiązania. Gdyby po prostu powiedział, że będą umieszczeni gdzieś indziej niż ustalono, to oni samodzielnie mogliby wyrazić rozczarowanie i złość na niego. W takim wypadku ich ekspresja byłaby pełna. Jeśli ich jednak w tym sprytnie wyprzedził, cokolwiek powiedzą będzie już tylko powtórzeniem tego co on i tak powiedział wcześniej. W szerszym planie tej sytuacji potwierdzą więc tylko to, że on ich rozumie, a więc że istnieje między nimi jakiś rodzaj wspólnoty. A to utrudnia otwarte mówienie o złości i zdecydowane domaganie się swego. Im bardziej on będzie łagodny, rozumiejący i zatroskany, tym zakres ich możliwych emocjonalnych reakcji stanie się bardziej ograniczony. Przy perfekcyjnie przeprowadzonym podwójnym wiązaniu każda reakcja inna niż zapewnienie, że „nie ma żadnego problemu” jawić się będzie jako rażący przykład niegrzeczności.

Taki jestem bezradny

Powiedzmy, że alkoholik upija się co wieczór i regularnie wywraca się ciągnąc za sobą jakieś meble. Jeśli będzie przy tym milczał, członkowie rodziny mogą wpaść we wściekłość. Jeśli jednak już lecąc na ziemię będzie dawał komunikat świadczący o zrozumieniu karygodności swego zachowania i będzie pokazywał, jak bardzo jest mu wstyd i głupio, emocjonalna reakcja otoczenia może zostać uniemożliwiona. To samo osiągnie stosując rytmiczną kombinację upijania się i pokornych, pełnych prawdziwej skruchy przeprosin połączonych z rozpaczą nad własną bezradnością. Jeśli będzie w tym mistrzem (większość alkoholików jest) domownik odbierający przeprosiny gotów już sam nieszczęśnika pocieszać. Złość i frustracja z powodu rozbitej szyby w drzwiach zostają skutecznie związane. Komunikat alkoholika jest tu całkowicie spójny – ciało, głos, tekst i kwiaty – wszystko do siebie pasuje. Jedyne, co nie pasuje, to fakt, że to już trzydziesta taka sytuacja w tym roku. Ale w samej sytuacji „tu i teraz” w ogóle tego nie widać. To co się nie zgadza, zawarte jest w szerszym planie. Który jest trudny do uchwycenia i nazwania. A jeśli nawet zostanie nazwany, sprytny alkoholik może i to uchwycić w swoją sieć. Wyobraźmy sobie na przykład taki dialog:

– Słuchaj, chciałem pogadać na temat tego co wczoraj. Zachowywałem się strasznie i naprawdę bardzo mi przykro (łzy w kącikach oczu).
– Zawsze mówisz, że ci przykro, ale z tego nic nie wynika. To się regularnie powtarza (próba odkodowania szerszego kontekstu).
– Myślisz, że nie wiem..? Czy ty myślisz, że ja sam tego nie widzę..? Wiem, że to się powtarza i wiem, że to dla ciebie trudne. Strasznie mi przykro.. (alkoholik rozciągnął jeszcze szerszą siatkę).

Jak matka z synem

Nieprzypadkowo odkrycie podwójnych wiązań nastąpiło na skutek obserwacji kontaktów między matkami i synami. Ta przestrzeń informacyjna kryje ich chyba najwięcej. Wyobraźmy sobie matkę, która przyprowadza do psychologa praktycznie dorosłego już mężczyznę będącego jej synem. Mieszkają razem. Ona twierdzi, że pragnie, by on się wyprowadził. Dzwoni do poradni, zapisuje wizytę i gdy wchodzą, pierwsza wylewnie (no już przyprowadziłam naszego bohatera panie doktorze) wita się ze specjalistą. On milczy. Ona mówi o nim. Długo, wylewnie, barwnie opisuje jego dzieciństwo nie zapominając wspomnieć o tym, jak w wieku sześciu lat popłakał się słysząc z czego zrobiony jest pasztet z królika. Mówi o tym, jak ważne jest dla niej by wreszcie się usamodzielnił. Jak ją martwi, że on nie ma dziewczyny. Ani kolegów. Jak ją niepokoi, że on nigdzie nie wychodzi. Jak się stara, żeby był bardziej męski. Ambitny. I żeby się wziął. Jest naprawdę zaangażowana. Mówi o tym spójnie i z emfazą przez co najmniej czterdzieści pięć minut. O tym, jak zależy jej, by jej syn stał się, jak to określa prawdziwym mężczyzną. Mówi też o tym, że on nic nie mówi. I o tym, że rozumie, że jest za bardzo aktywna. I że najgorsze to są takie nadopiekuńcze matki. Też kiedyś taka była, ale już zrozumiała, że tak nie można bo to mu szkodzi. Więc teraz jest inna żeby mu nie szkodzić. Mówi to wszystko. Później dziękuje specjaliście za wskazówki, płaci za wizytę i prowadzi syna do samochodu, gdzie wyjmuje kluczyki z torebki i wręcza mu, by prowadził. Bo w końcu ma się usamodzielnić, czyż nie?

Jak z tego wybrnąć?

Czy podwójne wiązanie da się jakoś rozwiązać? Bateson, odkrywca tego mechanizmu zauważył, że dłuższe pozostawanie pod wpływem tej manipulacji prowadzić może do stanu bliskiego psychozie. Dzieje się tak, ponieważ ofiara traci zdolność rozumienia tak zwanej „ramy metakomunikacyjnej” czyli właśnie rozszyfrowywania szerszego kontekstu, w jakim dany przekaz zostaje umieszczony i który owemu przekazowi może przeczyć. Pierwsze obserwacje poczynił badając sposób, w jaki komunikują się z sobą chorzy na schizofrenię mężczyźni i ich matki. Dziś wiemy, że za powstanie schizofrenii odpowiadają w większej części czynniki biologiczne, jednak spostrzeżenia Batesona nie straciły wiele na aktualności. Rodzic stosujący podwójne wiązania rzeczywiście obezwładnia dziecko emocjonalnie skuteczniej, niż może to zrobić najgroźniejszy sprawca fizycznej przemocy.

Czy jest jakieś wyjście? Podstawową techniką jest zdemaskowanie manipulacji i sformułowanie otwartego zakazu. W przypadku z imprezą Anna mogłaby na przykład powiedzieć: „Jeśli zamierzasz zrobić tę imprezę, to ją zrób, ale nie mów, że to robisz bo musisz.” Turysta do rezydenta mógłby powiedzieć: „Rozumiem, że pan mi mówi, że dostanę gorszy pokój, ale prosiłbym, żeby nie mówił pan, że jest panu przykro.” Alkoholik mógłby usłyszeć: „Chcesz pić, to pij, ale proszę cię żebyś za to nie przepraszał.”

Przykład z matką pokazuje zmasowany atak podwójnymi wiązaniami, trudno więc podać jedną odpowiedź na wszystkie. W sytuacji z kluczykami syn mógłby na przykład powiedzieć, że proponuje, by prowadziła ta osoba, która trzyma kluczyki przy sobie. W rzeczywistości jednak nie jest to łatwe. Praktyka pokazuje, że im bliższy jest kontakt emocjonalny, tym wyjście z podwójnego wiązania trudniejsze.  

 

tekst: Paweł Droździak dla portalu Republika Kobiet